Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Spotkanie po latach

Spotkanie po latach

Drzwi otworzyły się choć nikt za nimi nie stał. Lily weszła niepewnie do środka. Wewnątrz dom również przypominał zamek. Kamienne ściany pokryte były portretami czarodziejów, patrzących na nią podejrzliwie i szepcących coś między sobą. W korytarzu panował półmrok, rozświetlany przez świece. Lily postawiła parę niepewnych kroków i napotkała niewidzialną zaporę. Cofnęła się, jednak i tu coś powstrzymywało ją od postawienia kolejnego kroku. Dźwięk podobny do mugolskiego alarmu zaczął wibrować w jej uszach, odbijając się echem po całym domu. Po chwili przyczłapał do niej jakiś człowiek. Lily odskoczyła z przerażeniem i pewnie rzuciłaby się do ucieczki, gdyby tylko miała dokąd.
Mężczyzna nie był już na pewno pierwszej młodości. Świadczyły o tym choćby pasemka siwizny w długich, czarnych włosach, jak i wyraźne zmarszczki, mieszające się z bliznami na twarzy nieznajomego. Oczy miał ciemne i błyszczące, patrzące groźnie w jej kierunku.
- Kim jesteś i czego tu chcesz? – warknął.
- L… Lily Evans… - wyjąkała przerażona dziewczyna, mając nadzieję, że nie jest na liście nieproszonych gości. – Ja do Zakonu.
Mężczyzna drgnął ledwo zauważalnie.
- Skąd wiesz o Zakonie?
- Od Dumbledore’a – odparła, odzyskując powoli pewność siebie i przypominając sobie o swojej niemal buntowniczej naturze.
- Od Dumbledore’a, mówisz? Zaraz się przekonamy…
Zniknął w głębi korytarza. Kiedy Lily otrząsnęła się już z początkowego szoku, zaczęła swoim zwyczajem uważnie badać zaklęcie, które ją zatrzymało. Na pewno była to magia wyższego kalibru. Czynność ta została przerwana przez nagłe pojawienie się dwójki mężczyzn. Jednym z nich był ten, którego wcześniej przestraszyła się Lily, a drugim był niewątpliwie Albus Dumbledore.
- Panna Evans! – zawołał z wesołym błyskiem w błękitnych oczach, klaszcząc w dłonie.
- Dyrektorze… - Skinęła głową na powitanie.
- Przyszła pani! Zapraszamy, prosimy do środka!
- Chciałabym. Niestety to zaklęcie mi na to nie pozwala – zauważyła z uśmiechem Lily.
- Ach, racja. – Dumbledore również się uśmiechnął. – A może pobawimy się w zgadywanki? – zaproponował.
- Zaklęcie Ściany – odparła zdecydowanie Lily. – Podwójne. Z małą pomocą Zaklęcia Kameleona i jakiegoś wykrywacza. Bardzo sprytne, muszę przyznać.
- Jak zwykle doskonale – ucieszył się Dumbledore, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Alastorze, czy mógłbyś…?
Drugi czarodziej, dużo niższy od dyrektora Hogwartu, machnął różdżką, mrucząc coś pod nosem. Zaklęcie przestało działać i Lily podążyła za mężczyznami w głąb korytarza. Weszli po schodach i skierowali się do dużego pokoju, przypominającego komnatę. Na jej środku stał długi, owalny stół, wokół którego ustawiono krzesła. Większość z nich była zajęta. Posępne wrażenie łagodził nieco ogień płonący wesoło w kominku i rozświetlający salę jasnym blaskiem, a przy tym będący źródłem przyjemnego ciepła.
- Panno Evans… - powiedział Dumbledore, wskazując w kierunku stołu.
Nie rozglądając się wokoło, usiadła na pierwszym wolnym krześle. Nie dostrzegła ukradkowego uśmiechu Dumbledore’a. Gdyby go zauważyła, prawdopodobnie uważniej przyjrzałaby się zebranym, po czym, z całą pewnością, przesiadła.
James Potter był wystarczająco zdumiony nagłym pojawieniem się Lily w komnacie. Fakt, że usiadła obok niego, całkowicie odebrał mu mowę, co raczej nie było u niego typowe. Nie widział jej od roku. Nie rozmawiał od kilku następnych, a raczej nie pokrzykiwał za nią, bo na normalną rozmowę nigdy nie mieli szans. Cały czas ciągnął się za nimi cień Snape’a. pamiętał dzień, w którym pierwszy raz go zaatakował.

Przechadzał się z przyjaciółmi korytarzami Hogwartu. Byli wtedy na pierwszym, może już na drugim roku. Remus jak zwykle szedł z nosem w książce, by nie widzieć psot Jamesa i Syriusza. Zbliżała się pełnia i wyglądał mizernie. James właśnie próbował wywołać krwotok z nosa Syriusza, co temu ostatniemu wcale nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie: obaj uważali to za świetną zabawę. Peter gapił się na nich z rozdziawionymi ustami.
Wtedy wpadli na Lily i Severusa, stojących obok drzwi do biblioteki i śmiejących się z czegoś wesoło. Już samo to wystarczyłoby, by Potter się wściekł. Jego Lily nie miała prawa przyjaźnić się ze szkolnym ofermą, nie miała prawa się z nim śmiać. Już pierwszego dnia w pociągu, kiedy razem ze Snape’em wparowała do przedziału, w którym siedział z kolegami, postanowił, że zostanie jego żoną. Nie mógł znieść widoku dziewczyny z kimkolwiek innym. A fakt, że tym kimś był Smarkerus, denerwował go podwójnie. James Potter nie mógł być gorszy od Severusa Snape’a!
Zatrzymał się. Remus wpadł na niego i obaj prawie się przewrócili. W tym momencie zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Lily wzruszyła ramionami, cmoknęła Snape’a w policzek i pobiegła na zaklęcia.
James aż się zagotował ze złości. Podbiegł do Severusa, trzymającego się za policzek i podążającego wzrokiem za rudowłosą.
- Smarkerus! – zawołał James. – Szkolna oferma!
Black szybko zwietrzył okazję do psot i błyskawicznie stanął za kolegą. Obaj wyciągnęli różdżki. Snape również próbował, ale oni byli szybsi.
- Expelliarmus! – wrzasnęli razem. Jako szkolni psotnicy znali wiele pożytecznych zaklęć.
Siła uderzenia odrzuciła Snape’a do tyłu. Różdżka wypadła mu z ręki i trafiła Petera w głowę. Chłopak nerwowo schylił się, by ją podnieść i oddał ją Jamesowi, z niemal nabożną czcią.
- Umyj włosy, Smarkerusie! – krzyknął Syriusz i skinął na Pottera.
- Aguamenti! – wrzasnął James.
Strumień wody wystrzelił z jego różdżki i ugodził Snape’a w twarz. Brunet przygotowywał się do rzucenia kolejnego zaklęcia, kiedy…
- STOP!
Rozejrzał się wokoło. Naprzeciwko niego stała Lily i powoli się do niego zbliżała. Jej włosy zdawały się unosić, oczy rzucały gromy w stronę Pottera.
- Zostaw go natychmiast! – krzyknęła.
Ręka Jamesa powędrowała odruchowo do włosów, a na twarzy pojawił się jeden z jego najbardziej uwodzicielskich uśmiechów.
- Głuchy jesteś? – krzyczała dalej Lily, nieczuła na jego wybiegi. – Zostaw go!
- Evans, od kiedy jesteś obrońcą nieudaczników? – odkrzyknął.
- Od kiedy twój mózg kompletnie wyparował! – odgryzła się. – Zostaw go natychmiast!
- To się ze mną umów – zawołał, zadowolony z siebie.
- Nie umówię się z tobą nawet kiedy reszta mężczyzn wyginie w globalnej katastrofie! Zostaw go!
- Nie zmuszaj mnie, bym zrobił ci krzywdę – powiedział z pobłażliwym uśmiechem, wciąż celując strumieniem wody w rozbrojonego Snape’a.
- Spróbuj! – odparła wojowniczo Lily, wyjmując różdżkę.
Przez chwilę mierzyli się wściekłymi spojrzeniami. James westchnął i cofnął zaklęcie. Lily podbiegła do Severusa i pomogła mu wstać. Ten bardzo niechętnie przyjął jej pomoc. Odeszli razem w głąb korytarza.
- Jesteś idiotą, Jamesie Potterze! – zawołała jeszcze rudowłosa. – Jesteś tylko pospolitym idiotą!


Teraz, po wielu latach, wiedział, że popełnił wtedy wielki błąd. Wtedy i za każdym razem kiedy atakował Snape’a. Stopniowo zniechęcał do siebie Lily. Zupełnie niepotrzebnie. W końcu Snape sam przekreślił jakiekolwiek szanse u dziewczyny, zostając śmierciożercą. A on także stracił swoje przez głupią zazdrość.
A teraz ona, jakby nigdy nic, usiadła obok niego i wszystko w nim odżyło.
Syriusz trącił go łokciem i spojrzał znacząco na niego, a później na rudowłosą. James postanowił spróbować jeszcze raz. Już w trakcie zebrania szturchnął ją delikatnie.
- Hej, Evans! – szepnął jej do ucha.
Aż podskoczyła na krześle. Spojrzała na niego i skrzywiła się.
- Potter… - praktycznie wypluła to słowo. – Ty tutaj?
- Jak widać – odparł, szczęśliwy, że od razu nie uciekła. – Zdziwiona?
- Owszem – powiedziała chłodno i nie odezwała się do niego do końca zebrania. Już stracił nadzieję, kiedy zdecydowała się jednak przerwać milczenie. Członkowie Zakonu Feniksa już zbierali się do wyjścia.
- Co taki żartowniś jak ty robi w takiej organizacji? – spytała z wyraźną nutką ironii w głosie.
- Hogwart to co innego – odparł z powagą. – Kiedy chodzi o Voldemorta, kończą się żarty.
Wstał razem z innymi, zostawiając Lily w stanie kompletnego zaskoczenia.

Ines # 7/02/2009 11:18:38
[Powrót] Komentuj





_______________________________________

Grafika wykonana przeze mnie, ze zdjęcia pożyczonego od dragonflajki.
Więcej na graficznej garderobie, a od tego rączki precz!
sponsoruje mylog.


7294 przyjaciół

Piękno tkwi wewnątrz...

przekonaj się
doceń

Opadłe liście
dorzuć
pozbieraj